BIAŁY SZLAK. Reportaże ze świata wojny kokainowej. Fragmenty:

 

Szopy buduje się w odludnych miejscach – w dżungli, godzinę lub dwie marszu ścieżką od najbliższej drogi, czasem w odciętych od świata osadach, w których zmowa milczenia jest przez wszystkich respektowaną zasadą.


Obładowani ciężkimi workami z koką mężczyźni przedzierają się przez dżunglę. Nie przypominają oni filmowych mafiosów. Spaleni słońcem, o twardych rysach Indian, niedbale i tanio ubrani. Na nogach gumowe kalosze, ufajdane błotem spodnie związane w pasie sznurkami.


Wszyscy mają maczety, a niektórzy broń palną. To do obrony. Po drodze do „laboratorium” lub wracając mogą napotkać wiele niebezpieczeństw, np.bandytów, którzy zdolni są zabić, aby ukraść gotowy produkt. Patrole brygad antynarkotykowych uzbrojonych i opłacanych przez USA. Niebezpieczeństwo niesie spotkanie nawet z przypadkowym wieśniakiem, który może pójść na policję i w zamian za dolary opowiedzieć, gdzie widział podejrzanych osobników targających wielkie worki.

Praca odbywa się w nocy, przy świetle latarek albo naftowych lamp. Centralne miejsce w „laboratorium” zajmuje kadź, szeroka na dwa do trzech metrów, i długa na cztery do sześciu. Jest to plastikowy wór rozpięty na szkielecie z drewnianych pali. Do kadzi mężczyźni wsypują liście koki. Na wyprodukowanie jednego kilograma kokainowej pasty potrzeba 300-350 kilogramów koki.

- "Początek białej drogi"

 

 

- W mojej dzielnicy wszyscy byliśmy z trafikantami - mówi krótko - To było jak jedyna fabryka w mieście. Tam się po prostu szło.


Pyta, co chcielibyśmy zobaczyć. W jego towarzystwie możemy wejść do każdej faveli rządzonej przez Comando Vermelho.

- Chcę zobaczyć handel narkotykami, tam gdzie są uzbrojeni trafikanci. Chcę zobaczyć, jak się to odbywa - mówię. Myślę, że zaraz powie, że to niemożliwe, że trafikanci się nie zgodzą, ale on tylko wzrusza ramionami:

- OK, w takim razie wyruszymy wieczorem. Wtedy zaczyna się akcja.

- "Alexandre, syn faveli"

 

 

Czarny rynek szmaragdów, diamentów i złota z Wenezueli, marihuany i wszelkich innych towarów był olbrzymi i koncentrował się w Medellin. Przemytnicy wywodzili się z wszelkich grup społecznych i ras, robili wielkie pieniądze i tworzyli swoiste środowisko, w którym bawiono się na całego, robiono wiele wspólnych przedsięwzięć, a porachunki rozwiązywano za pomocą noża i rewolweru. Pablo szybko stał się jedną z najbardziej znanych postaci w tych kręgach.


Do kokainy trafił właściwie przez przypadek. Miał kilkanaście kilogramów na zbyciu, łup z jakiegoś napadu. Jego nowy przyjaciel Carlos Lehder (od wyścigów samochodowych) zaproponował dobrą cenę i spytał, czy nie dałby rady załatwić więcej.

Gdy w kolumbijskiej dżungli lądowały samoloty, z których wyładowywano paczki z dolarami posortowanymi według nominału, robotnicy wrzucali je widłami na ciężarówki. Pojazdy ważono przed załadunkiem i po nim, i w ten sposób obliczano ilość przywożonych pieniędzy.

- "Byliśmy Bogami"

 

Carlos od lat mieszkał po obozach w dżungli, ale czasem musi się z niej wydostać – ranczo to jego miejsce kontaktu ze światem, bo w środku jest komputer podłączony do Internetu. Gdy mężczyźni zbliżają się do budynku, który wydaje się być opuszczony, przez okna, drzwi i z pomieszczeń gospodarskich z tyłu wysypują się napastnicy, padają strzały, od których w pierwszej sekundzie pada kilku ludzi Carlosa.
Na ranczu jest ponad 20 zabójców.
„El Hombro” okazuje się pułapką.

- "Prawo karabinu"

 

Wygląda niczym zwykła, niczym nie wyróżniająca się brama od klatki schodowej. Tyle że gdy chwytam za klamkę i otwieram drzwi czuję, że są niezwykle ciężkie. Z trudem pozwalają się ruszyć. Są grube, okute żelazem i zaopatrzone w solidną zasuwę.


A w środku mroczne pomieszczenie. Ciasne, trochę większe od wnętrza windy. Nie da się tu nawet wyprostować ramion. Wchodzę za „Chinem”, słyszę oddechy ludzi, a gdy wzrok przyzwyczaja się do ciemności, dostrzegam dwóch obdartusów siedzących w kucki pod ścianą. Razem zajmujemy niemal całą przestrzeń.


W ścianie usuwa się metalowa klapka. Jest wąska, taka, aby przeszła przez nią dłoń z pieniędzmi. Za tym okienkiem są handlarki: dwie indiańskie kobiety w średnim wieku. Jeden z obdartusów wkłada pieniądze, otrzymuje zwitek w czarnym celofanie. Chwyta go i nie tracąc czasu wychodzi z punktu. Zza szpary odzywa się ktoś.


- On jest ze mną - mówi „Chino”. To wyjaśnienie wystarcza.

- "Meksykańska piła"

 

 

Cała książka zawiera 18 reportaży, strony tytułowe ze zdjęciami oraz mapki informacyjne

 

SPIS TREŚCI:

OPOWIEŚĆ IKSA

1. WŚRÓD ANDYJSKICH SZCZYTÓW

2. POCZĄTEK BIAŁEJ DROGI

3. LEOPARDY Z CHIMORE

4. ULICZNA GRA ZA 3 REAIS


5. ALEXANDRE, SYN FAVELI

6. STREFA PÓŁNOCNA

7. PERU: KOKAINOWI MAOIŚCI

8. KOLUMBIA. WPROWADZENIE

9. CICHA ZIEMIA KRWI

10. BYLIŚMY BOGAMI: HISTORIA KARTELU MEDELLIN

11. PRAWO KARABINU


12. PAJĘCZYNA

13. SICARIOS. DZIECI MIASTA ZBRODNI (pełna wersja)

14. JAK GORZKA JEST KOKA

15. CI UCIEKINIERZY, WINNI

16. MEKSYKAŃSKA PIŁA

17. NIE MA BOHATERÓW

18. JUÁREZ. DZIEŃ MIASTA ŚMIERCI

ZAKOŃCZENIE

 

OPINIE O KSIĄŻCE NA PORTALU Lubimyczytac.pl

 

Biały szlak. Reportaże ze świata wojny kokainowej. Autor - Łukasz Czeszumski

ISBN 9788394135508

Wymiary: 148 na 210 mm, 440 stron, 4 mapy. Oprawa twarda.

 

ZAMÓWIENIE KSIĄŻKI

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

ŁUKASZ CZESZUMSKI REPORTERSKIE PORTFOLIO. Wszystkie prawa zastrzeżone - CL Media